„Gdzie się podziały solidne wózki zakupowe?”

„Kółko się pani urwało” to komedia kryminalna debiutanta Jacka Galińskiego. Postawił on gatunek dość mocno stojący w polskiej literaturze popularnej, aczkolwiek bardzo różnorodny. Gdy słyszymy 'komedia kryminalna' od razu przychodzi nam na myśl królowa tego gatunku, Joanna Chmielewska. Teraz najgłośniejsze nazwiska to Alek Rogoziński i Marta Matyszczak. Czy dołączy do nich Jacek Galiński? Przekonajmy się...

Na główną bohaterką swej powieści autor wybrał stateczną seniorkę. I niby w powieści mamy na początku przedstawione normalne życie na emeryturze – samotność w czterech ścianach poprzetykana okazjonalnymi wyjazdami do supermarketów na promocję kurczaka (nawet jeśli jest to po drugiej stronie miasta), spotkania w klubie seniora, plotki z sąsiadami o innych sąsiadach itd. Ale hola hola, to na pewno nie jest życie Zofii Wilkońskiej. No dobra, może tylko trochę...ale tylko do czasu! Wszystko się zmienia w momencie, gdy wychodząc pewnego dnia z windy po nieudanym polowaniu na kurczakową promocję w supermarkecie zauważa, że zniknęły drzwi do jej mieszkania. Okej, może nie dokładnie zniknęły, tylko zostały otwarte...i to nie przez nią (bo przecież pamiętałaby, gdyby zostawiła je w tym stanie). Włamywacze ukradli nie tylko, w jej mniemaniu, bajońskie sumy, które odłożyła na przyszłość wnuka (oj, szczęściarz z niego), biżuterię i dokumenty, lecz przede wszystkim podeptali galowy mundur męża, który był dla niej niczym relikwia. Tego już za wiele! A gdy jeszcze wszystko na to wskazuje, że policja nic sobie nie robi z tego poważnego przestępstwa, a w kradzież zamieszany ma być podejrzany sąsiad z góry, w dodatku bez nogi, to trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Do tego jeszcze owy sąsiad okazuje się nie tylko typem spod ciemnej gwiazdy, ale także trupem, to wiedz, że nic tu nie będzie takie, na jakie wygląda!

Zofia Wilkońska, niczym samotny rewolwerowiec na Dzikim Zachodzie, sama chce wymierzyć sprawiedliwość. Jej jedynymi pomocnikami w tym zadaniu będzie cięty język, spostrzegawczość oraz, a jakżeby inaczej, wózek, z którego, cóż, kółko się urwało. A no i jest też pewien policjant, zwany przez nią Borewiczem (bo kto by pamiętał jakieś nazwiska), choć zupełnie nie jest do niego podobny. Ale, w sumie, wydaje się on zupełnie zbędny.

To tyle fabularnego minimum winniście znać, aby mniej więcej poznać zarys początku powieści. Zapewne myślicie sobie teraz – o, wydaje się naprawdę fajna! Muszę was rozczarować – nie jest. Sam nabrałem się na ciekawy opis (brawa dla wydawnictwa) i z chęcią sięgnąłem po tę książkę, która okazała się ogromnym niewypałem. Dlaczego? Czynników jest naprawdę wiele, a poniżej poznacie kilka z nich...

Nigdzie nie jest napisane, że trzeba lubić główne bohaterki. Oczywiście, że nie. Ale postać Zofii Wilkońskiej jest zbyt przerysowana, wręcz karykaturalna. Mieliśmy dostać emerytkę, która nie da sobie w kaszę dmuchać, a dostaliśmy okropną, zgorzkniałą i złośliwą jędzę, która nic nie potrafi docenić i ma się za serialową gwiazdę (dosłownie). Jest najzwyczajniejszą w świecie zołzę. Nagromadzenie aż tylu wad w jednej postaci stało się niestrawne. Rozumiem, że jest to komedia kryminalna i ma być śmiesznie oraz też nieco na granicy żartu i kiczu, ale halo, coś tu poszło nie tak, bo humoru tu za grosz. Miało być lekko, a jest ciężko i niesmacznie.

Główna bohaterka to naczelna krytykantka wszystkiego i wszystkich – sąsiadów, windy w swojej kamienicy (rzecz jasna śmierdzi moczem), dzielnicy, w której mieszka, sąsiadów, swojego syna, komunikacji miejskiej, wszystkich ludzi, służby zdrowia, całego świata. A i jeszcze sąsiadów. Autor nieustannie gra stereotypami – biedny emeryt, podglądający sąsiedzi w kamienicy/bloku, janusze i grażyny w komunikacji miejskiej, osiłek-typ spod ciemnej gwiazdy. Miała to być taka diagnoza współczesnego społeczeństwa, a wyszedł cyrk z małpami. Bohaterowie wydają się papierowi, mało realni, a przede wszystkim infantylni, i chyba to razi mnie najbardziej. Mało w nich życia, a więcej blagi (Zofia i Golum to chyba jedne z najgorszych postaci w historii literatury polskiej).

Rozwiązania fabularne są niekiedy wzięte z kosmosu i zupełnie bezsensowne. Główna bohaterka jest wybitnie mało prawdziwa – raz jest bardzo silna (sama wyważa drzwi do mieszkania!), a już za moment nie ma siły zejść po schodach z pierwszego piętra. Akcja jest zbyt pogmatwana, czasem pędzi na łeb na szyję bez żadnego sensu, by po chwili wyhamować na kilka stron. Często można pogubić się w kolejnych prymitywnych myślach narratorki, która niezadowolona jest ze wszystkiego. Język jest bardzo prosty, co zwykle jest zaletą, a tutaj zdecydowanie wadą. Wkładanie w usta emerytki słów współczesnej młodzieży jest sztuczne i irytujące.

Komedie kryminalne są nie dla mnie – teraz już to wiem dokładnie. Wszystkie do tej pory przeczytane, a było ich w sumie niewiele, tylko utwierdziły mnie w tym przekonaniu. Może po prostu ten rodzaj żartu do mnie nie trafia? A może zwyczajnie te komedie nie są zabawne?

„Życie jest jak promocja na kurczaka w markecie. Niby atrakcyjne, ale potrafi zakończyć się w najmniej oczekiwanym momencie” (str. 5). I tak też powinno być z historią Zofii Wilkońskiej – czas już to zakończyć, zanim naprawdę się zaczęło.




Tytuł: Kółko się pani urwało
Autor: Jacek Galiński
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2019
Tłumacz: -
Ilość stron: 302
Gatunek: Komedia kryminalna
Dodatkowe informacje: pierwsza część planowanej serii przygód Zofii Wilkońskiej

Popularne posty z tego bloga

Recenzja książki Andrzeja Maleszki „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło”

Recenzja książki M. Witkiewicz „Banda z Burej. Tajemnica piwnicy w bibliotece”

W magicznym świecie