Sorge znaczy zmartwienie
Już od jakiegoś czasu chciałem sięgnąć po coś od Aleksandry Zielińskiej i gdy tylko dowiedziałem się, że pod koniec kwietnia ma wyjść jej nowa książka wiedziałem, że nadszedł czas na zaznajomienie się z jej prozą. Czy wybór był trafiony? Oj tak. Dlaczego? Zaraz się przekonacie...
Był trzask i zabrał dwanaścioro dzieci z Bożej Woli, a może z Sorge, bo historia z Niemcami w tle nadal odgrywa tu bardzo ważną rolę. Pozostali rodzice zmarłych dzieci, krewni, przyjaciele, w końcu mieszkańcy miasteczka, w którym każdy każdego zna, więc nie ma możliwości, by nikt po nich nie płakał.
Mijają dwa lata od trzasku, a dla niektórych to nadal niezabliźniona rana. Dziewczyna, była nauczycielka języka niemieckiego w szkole podstawowej w Sorge, która zabrała dzieci na feralną wycieczkę do Niepars, podczas której wydarzył się trzask, nadal nie może znaleźć sobie miejsca w konstrukcji miasteczka. Jest tą, która przeżyła...a nie powinna. Nic jej się nie stało, nawet draśnięcia. Przemyka gdzieś w tle, a na karku nosi siostrę, którą miała tylko przez dziewięć miesięcy.
Adela to w Sorge kobieta-instytucja. Czują do niej respekt wszyscy, nawet matki-płaczki. Jeszcze dla niej całkiem niedawno była pielęgniarką w dworku u doktora Wierzbanowskiego. I cóż, była też jego kochanką. Jedyna nie bała się złamać tradycji, a może świętych nakazów, że nie wolno zdradzać męża. Ona niczego się nie bała. Teraz, gdy pochowała męża i kochanka, w sumie też i córkę, Adela walczy z demonami przeszłości i postępującą chorobą. Bo Adela staje się warzywem.
W końcu Tula. Dawniej miss województwa z szansami na coś więcej, niż tylko udział, w konkursie krajowym, teraz znana tylko jako jedna z tych matek, której trzask zabrał dziecko. Tula była kiedyś matką Marianki. Teraz sama już nie wie, czy jest jeszcze matką. „Tula miała świerzb, ale kto by się tym interesował. Umarło jej dziecko, wszystko jej wolno, i tylko to ją określa” (s.118). Snuje się po Sorge niczym wyrzut sumienia, czasem zagląda do swojej dawnej cukiernii „Flaming”, którą zniszczyła zaraz po trzasku. Ma męża, Marcinka, ale Marcinek żyje swoim życiem. Ma firmę spedycyjną, której ciężarówki rozjeżdżają drogę krajową w Bożej Woli, ma też wielkie plany na przyszłość. Marcinek poszedł dalej, a ona stoi w miejscu.
„Adela często myśli o Sorge jak o żywej, organicznej istocie, która połknęła mieszkańców i trzyma ich w brzuchu, nie puści. Kto wyjedzie, wróci, prędzej czy później, we wstydzie albo chwale, czasem przywiezie kogoś nowego, następnego w kolejce do zguby” (s. 83).
Mamy tu trzy opowiadaczki historii (bo w kontekście tej powieści wydaje mi się to lepszym określeniem, niż suche „narratorki”), które ze swojej perspektywy opowiadają nam historię od czasów trzasku do teraz. Ale nie są to zupełnie przypadkowe opowiadaczki. Łączą ich cztery rzeczy – nie uciekły z Sorge, każda z nich została opuszczona, każda z nich coś przegrała i w końcu dworek. Dworek po rodzinie Czyżewskich gra tu rolę spoiwa całej historii i nośnika strasznych, okrutnych wydarzeń z przeszłości, które nadal naznaczają teraźniejszość. Każdy w miasteczku wie, co wydarzyło się podczas wesela Czyżewskich. A niektórych mieszkańców nadal prześladują wyrzuty sumienia z powodu śmierci niewinnych mieszkańców dworku.
Wydaje się, że z powodu trzasku nie jest już możliwy spokój w Sorge. Matki zmarłych dzieci snujące się po miasteczku ciągle przypominają, nawet samą swoją obecnością, o tym, co się wydarzyło. Nad miasteczkiem zawisło fatum, które ciągnie się już od lat wojennych, aż do współczesności.
Samo miasteczko rysowane jest w powieści jako przerażające jądro ciemności. Miejsce, które swoimi niewidzialnymi mackami trzyma wszystkich wewnątrz i nie pozwala uciec poza swoje granice. Są tego świadomi wszyscy – że nawet jeśli wyjadą na krótki czas, to i tak tu wrócą. Dziewczyna wyjechała na studia do dużego miasta, ale wróciła. Tylko jednej kobiecie się udało. Wyjechała do Stanów, ale tam zmarła. Nawet tam Sorge ją dopadło. Jest niczym zamknięta przestrzeń, ukryta gdzieś na mapie Polski. Wszyscy się tu znają, nie ma możliwości ukrycia się, zachowania czegoś w sekrecie. Sorge wydaje się żyjącą, pulsującą tkanką, która zasysa życie z tubylców. Wywołuje niepokój, poczucie osaczenia. Nikt nie chciałby mieszkać w tak toksycznym miejscu.
„Sorge” to w końcu her story. To kobiety są tu na pierwszym planie, słuchamy ich opowieści, wydarzenia poznajemy z ich perspektywy. To ich emocje są tu ważne, one grają tu pierwsze skrzypce. Mężczyżni wydają się tylko pionkami w ich grze, zwykle są tłem dla postaci żeńskich. Ważny wydaje się tylko ojciec dziewczyny a zięć Adeli. On, będąc przy okazji jedną z najbardziej tajemniczych postaci w utworze, również prześladowany jest przez demony z przeszłości.
Mamy tu w sumie dwa rodzaje kobiet – silne, twardo stąpające po ziemi (Adela) i kobiety złamane przez trzask (dziewczyna, Tula, Mama Muminka, Mama Adasia z Niedosłuchem i inne). Najmocniejszy wydaje się jednak złamany archetyp kobiety-matki. Tula i jej podobne z dnia na dzień straciły rolę troskliwych, nadopiekuńczych rodzicielek, które chuchały i dmuchały na swoje pociechy, a teraz zagubiły się w czasie i przestrzeni. Nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić, gdzie się podziać. Do tej pory postrzegały się przez pryzmat bycia matką, a wraz z trzaskiem utraciły swoje jestestwo.
„Sorge” to bardzo sugestywna opowieść o stracie, bólu, niemożności pogodzenia się z losem i walką z własnymi demonami. Jest książką wymagającą uważnego czytania, pełną naturalistycznych opisów, ale też i melancholijnych wzlotów i upadków (głównie upadków). To mocna, surowa i skondensowana proza, której chcemy więcej i więcej. Czytając tę powieść miałem wrażenie, że ta historia wydarzyła się naprawdę, gdzieś na zapomnianych przez ludzkość peryferiach kraju. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to dziwne zakończenie. Zwykle lubię dziwność, ale ta była aż zbyt wytrącająca z toku historii i nie wiem, czy tak bym ją widział. Ale w końcu to autorka ma tu najwięcej do powiedzenia. Po pochłonięciu tej historii chcę jeszcze więcej Aleksandry Zielińskiej i wiem, że na pewno jeszcze nie raz sięgnę po jej książki. Czytajcie „Sorge”, bo to nieoczywista proza, której tak teraz brak.
Tytuł: Sorge
Autor: Aleksandra Zielińska
Wydawnictwo: WAB
Rok wydania: 2019
Tłumacz: -
Ilość stron: 315
Gatunek: Powieść współczesna
Dodatkowe informacje: -

