Gdy tylko zauważyłem „Sztormowe ptaki” w zapowiedziach Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego, to wiedziałem, że muszę sięgnąć po tę powieść (chodź raczej należy zaznaczyć – mikropowieść). W sumie wystarczyło mi tylko pierwsze zdanie zapisane z tyłu okładki - „Rozpaczliwa walka islandzkich rybaków z bezlitosnymi siłami natury” i już byłem bardzo zainteresowany. Czy pozycja ta spełniła moje oczekiwania? Zaraz się dowiemy, lecz najpierw krótki zarys fabuły. Islandzcy rybacy zaokrętowani na trawlerze o jakże znaczącej nazwie „Mewa” wyruszają na połów karmazyna u wybrzeży Nowej Fundlandii, więc całkiem daleko od swojej rodzinnej wyspy. Połów idzie im bardzo dobrze, mimo iż pogoda zdecydowanie im nie sprzyja. Lód, który nieustannie pokrywa trawler, powoduje możliwość zatonięcia, zwłaszcza, gdy statek ciągle targany jest przez wysokie fale. Kiedy pojawia się już możliwość powrotu do domu, przychodzi zapowiadany sztorm. Jednak jest on o wiele większy, niż zakładały prognozy. Lód zaczyna...