Gdy science fiction spotka się z thrillerem...
Blurby (książkę poleca sam Barack Obama), opinie, sam opis oraz nagrody i nominacje, które zdobyła ta książka sprawiły, iż postanowiłem wyjść ze swojej czytelniczej strefy komfortu i sięgnąć po książkę z gatunku science fiction. Czy moje pierwsze spotkanie z prozą Cixina Liu uważam za udane? Cóż, nie za bardzo... Dlaczego? Czytajcie dalej...
Chiny, rok 1967. Podczas rewolucji kulturalnej, która zatrzęsła chińskim społeczeństwem zostaje zamordowany Ye Zhetai, fizyk oraz profesor na Uniwersytecie Tsinghua. Ye zostaje zakatowany przez cztery młode czerwonogwardzistki za swoje wywrotowe przekonania. Dzieje się to na oczach jego córki, Ye Wenjie.
Później Ye Wenjie idzie w ślady ojca i również zostaje fizykiem, ale z racji swojego pochodzenia pozostaje w niełasce. W wyniku różnych wypadków trafia do tajnej bazy wojskowej Czerwony Brzeg, wokół której narosło sporo legend. Baza wysyła sygnały w kosmos w celu uzyskania kontaktu z życiem pozaziemskim.
Czasy współczesne. Wang Miao, specjalista z zakresu nanomateriałów, zostaje członkiem komisji, która zbadać ma przyczyny tajemniczych samobójstw wśród chińskich fizyków. Jedną z nich jest Yang Dong, córka Ye Wenjie. Przypadkiem odkrywa grę wirtualną o nazwie „Trzy ciała”. Nie jest to zwyczajna gra, gdyż jej celem jest przedstawienie świata istniejącego na pewnej planecie, która zagrożona jest oddziaływaniem owych trzech ciał. Z czasem dochodzi do wniosku, że nie wszystko to, co wydaje się fikcją, jest nią naprawdę...
„Czy to możliwe, że między ludzkością i złem istnieje taki związek jak między oceanem i górą lodową pływającą po jego powierzchni? Zarówno ocean, jak i góra lodowa są z tego samego materiału. To, że góra lodowa wydaje się czymś odmiennym, wynika tylko stąd, że ma inny kształt. W rzeczywistości jest tylko drobną częścią ogromnego oceanu… Nie można oczekiwać od ludzkości moralnego przebudzenia, tak jak nie można się spodziewać, że ludzie uniosą się nad ziemię, ciągnąc się za włosy. Moralne przebudzenie wymaga interwencji siły spoza rodzaju ludzkiego”
Bardzo, naprawdę bardzo rzadko sięgam po fantasy czy science fiction. Zwykle przeraża mnie to, że nie odnajdę się w świecie, który został stworzony od podstaw przez autora. Czytając, lubię stąpać po ziemi i trzymać się „zwyczajnej” fikcji. Ostatnią książką z gatunku fantasy przeczytaną przeze mnie była lektura na zajęcia z Historii literatury polskiej po 1918 roku - „Limes inferior” Janusza A. Zajdla. To spotkanie uważam za całkiem udane, acz to, w jaki sposób Zajdel wprowadził temat obcych do swojej książki, jak i bardzo kulawe zakończenie nieco mnie rozczarowały. W „Problemie trzech ciał” również pojawiają się obcy, więc bardzo daleko nie odszedłem od tej tematyki. Poza tym Cixin Liu nie tworzy własnego uniwersum, a umieszcza akcję swojej książki na znanej nam planecie. Akcja pierwszego tomu trylogii „Wspomnienie o przeszłości Ziemi” rozgrywa się na przestrzeni kilkudziesięciu lat – od 1967 roku do czasów współczesnych, przede wszystkim w Chinach. Dlaczego więc nie potrafiłem cieszyć się z lektury pomimo obiecującego początku (chyba jestem w zdecydowanej mniejszości, bo większość czytelników uważa początek tej powieści za nudny)? Powodów jest kilka. Ten naczelny to przesyt wiadomościami z fizyki. Czytając różne opinie przed lekturą spodziewałem się, że będzie tutaj dużo informacji z tejże dziedziny, więc nie mogą mówić, że nikt mnie nie ostrzegł, ale jednak nadmiar tej wiedzy przytłoczył mnie i pozbawił przyjemności z czytania. Fragmenty, w których autor wykłada zasady wielu praw, starałem się przeczytać jak najszybciej.
Drugą rzeczą, która mocno mnie nużyła, to rozdziały, w których akcja dzieje się w grze „Trzy ciała”. Nie jestem fanem gier komputerowych (nie gram w nie zupełnie, bo są dla mnie stratą czasu), a fabuła w „Trzech ciałach” jest dla mnie tak bardzo surrealistyczna, że nie potrafiłem cieszyć się z lektury. Było to dla mnie zbyt ciężkie i toporne. Autor starał się nam wyłożyć wszystkie zasady jak na tacy, ale zabrakło w tym lekkości. Te rozdziały były dla mnie nie do strawienia i również starałem się możliwe jak najszybciej przez nie przebrnąć.
Autor porusza w utworze wiele kwestii uniwersalnych, na których zbudował świat przedstawiony w powieści. Mamy tu ekologię i motyw zagłady środowiska naturalnego w wyniku działań ludzi, oczywiście sprawę obcych – najpierw czy jesteśmy sami we wszechświecie, a gdy okazuje się, że nie, to wprowadza kwestie moralne i etyczne, które związane są z działalnością gatunku ludzkiego. Nie wiem właśnie, czy autor nie przesadził trochę z ilością ważkich zagadnień, które postanowił poruszyć w pierwszym tomie swojej hitowej trylogii – rewolucja kulturalna, czystki w chińskich elitach, fizyka, obcy i kontakt z nimi, ekologia, do tego ważne wątki obyczajowe oraz etyczne. W końcu „Problem trzech ciał” nie jest zbyt długim utworem (ma 446 stron), więc można odczuć pewny przesyt podczas aktu lektury.
Ale nie mogę tylko psioczyć na tę książkę, bo jest coś, co mi się podobało. Były to fragmenty, w których autor cofał się do czasów rewolucji kulturalnej i przedstawiał losy swoich bohaterów w nią uwikłanych. Losy Ye Wenjie były bardzo ciekawe – czy to te toczące się wokół jej rodziny, czy te w bazie Czerwony Brzeg. Zaciekawił mnie ten krótki zarys historii Chin i jest to dla mnie spory plus.
„Problem trzech ciał” umiejętnie łączy science fiction z thrillerem (można się również pokusić o stwierdzenie, iż jest to technothriller). Fabuła wolno się rozkręca, ale nie jest to książka zła, tylko wydaje się być nie dla mnie. Natłok informacji związanych z fizyką odebrał mi radość z czytania, a podczas letnich wakacji wolę raczej lekkie lektury. Wydaje się jednak, że po tę pozycję sięgnąć może każdy, kto nie boi się fizyki. Chcecie wiedzieć, co jest teraz modne w fantasy? Sięgajcie po utwory Cixina Liu.
Tytuł: Problem trzech ciał
Autor: Cixin Liu
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2017
Tłumacz: Andrzej Jankowski
Ilość stron: 456
Gatunek: science fiction oraz thriller
Dodatkowe informacje: Pierwszy tom trylogii „Wspomnienie o przeszłości Ziemi”

