Gdzieś zagubił się potencjał...


„Współlokatorzy” Beth O'Leary to niewątpliwie sukces wydawniczy, gdyż w momencie premiery książka była wszędzie, dosłownie zalała bookstagrama. W końcu i ja uległem pokusie i kupiłem ją. Długo nie musiała czekać na przeczytanie. Czy spełniła moje oczekiwania? Cóż, zdecydowanie nie. Zaraz napiszę dlaczego...

Tiffy i Leon w jednym łóżku zasypiają...Tiffy i Leon w ogóle się nie znają!
Tiffany właśnie zakończyła kilkuletni związek ze swoim chłopakiem, Justinem. Przez to musi wyprowadzić się z jego mieszkania. Jako że jest asystentką redaktora w niszowym wydawnictwie, które wydaje książki o rękodziele o majsterkowaniu cóż, nie stać ją na apartament w ekskluzywnej dzielnicy Londynu. Na Gumtree znajduje ogłoszenie, które przyciąga jej uwagę. Mimo iż przyjaciele starają się odwieść ją od tego pomysłu, Tiff postanawia podpisać umowę z kimś...kogo nigdy nie widziała. Co więcej, będą oni dzielić wszystko, również łóżko!
Leon bardzo potrzebuje gotówki. Nocami pracuje jako pielęgniarz w hospicjum, postanawia więc, iż może wynająć swoje mieszkanie, właśnie na ten czas. Gdy w końcu znajduje chętną na podnajem trudno im się spotkać. W końcu wszystkim zajmuje się Kay, dziewczyna Leona.
Z czasem jednak Leon i Tiffany zaczynają pisać do siebie karteczki, gotować dla siebie jedzenie...ale nadal się nie widzieli!


„Przypominam sobie, że nie da się nikogo uratować na siłę – ludzie muszą to zrobić sami. My możemy najwyżej im pomóc, gdy będą gotowi”


Mimo iż zwykle nie sięgam po powieści obyczajowe, romantyczne (ten okres mojego życia minął dawno temu), to dałem się skusić na „Współlokatorów” właśnie poprzez intrygujący opis/zarys fabularny oraz bardzo przychylne recenzje. Nie spodziewałem się też, że będzie to jakaś rewelacyjna obyczajówka, bo wydaje mi się, że lepszej niż „Mężczyzna i chłopak” Tony'ego Parsonsa już nie przeczytam. Miałem naprawdę niewielkie oczekiwania. Ale nawet ich nie spełniła ta lektura.

Historia Tiffany i Leona jest bardzo przewidywalna, naprawdę baaaardzo. Już na wstępie wiemy, jak to wszystko się zakończy. Ale wydaje mi się, że można na to przymknąć oko, bo przecież w obyczajówkach zwykle czeka na bohaterów happy end. Sami też czytelnicy często oczekują na to szczęśliwe zakończenie, bo bohaterom, po wielkiej zawierusze, często życzymy żeby było już dobrze. Do tego nie mam zarzutu. Jednak pewne rozwiązania fabularne i  postać głównej bohaterki wołają o pomstę do nieba. Byłbym w stanie znieść wszystko, ale postać Tiffany, tak bardzo mnie irytowała, że bardzo starałem się nie rzucić tą książką o ścianę za każdym razem, gdy mówiła coś głupiego. Zupełnie nie przemawia do mnie bardzo naciągany wątek z jej byłym chłopakiem Justinem, przedstawionym jako potwór, który manipuluje biedną, słabiutką dziewczynką. Miała ona nie być niby niczego świadoma, jednak nagle, całkowicie bez żadnego powodu wszystko zaczyna do niej docierać.

To, ile razy przewróciłem oczami nad dialogami nie da się zliczyć. Bohaterowie czasem zachowują się i mówią tak, jakby byli nastolatkami, a nie dorosłymi ludźmi. Również ich niektóre posunięcia były dziwne i trudne do wytłumaczenia.

„Współlokatorów” czyta się szybko i łatwo. I to chyba tyle, jeśli chodzi o plusy. Nie wymagają oni intensywnego myślenia. To typowe wakacyjne czytadło, które dobrze sprawdzi się na plażę czy leniwe popołudnie na hamaku. Ten potencjał i ciekawy pomysł na fabułę zaginął w obliczu przesłodzonych dialogów i nie do końca sensownych zachowań bohaterów. Miała to być ciekawa powieść obyczajowa o współczesnych czasach, a wyszło takie coś. Bardzo mi szkoda, bo spodziewałem się jednak czegoś bardziej na poziomie.



Tytuł: Współlokatorzy
Autor: Beth O'Leary
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Tłumacz: Robert Waliś
Ilość stron: 432
Gatunek: powieść obyczajowa
Dodatkowe informacje: -

Popularne posty z tego bloga

Recenzja książki Andrzeja Maleszki „Magiczne drzewo. Czerwone krzesło”

Recenzja książki M. Witkiewicz „Banda z Burej. Tajemnica piwnicy w bibliotece”

Recenzja książki „Sztormowe ptaki” Einara Karasona