Co jest fantastycznego w tej „Grze”?
Tworząc
listę na swoje wyzwanie czytelnicze na 25. urodziny wpisałam
lekturę „Grę o tron”. Nie ukrywam od dawna chciałam przeczytać
tą książkę, może też dlatego, że moi znajomi zachwycali się
tak tą lekturą. Jak dla mnie, nie było to fantastyczne przeżycie.
Kolejna przeczytana przeze mnie książka i kolejne rozczarowanie. A
może to ja jestem taka wybredna? Cóż, nie wiem. Przejdę jednak od
początku.
Książka
Georga R. R. Martina, pt. „Gra o Tron” jest to pierwsza część
sagi „Pieśni Lodu i Ognia”. Powieść wielowątkowa, która
rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Dotyczy głównie rodu
Starków, zwłaszcza Eddarda (staje się on Namiestnikiem). Poznajemy
również jego syna, notabene nieślubnego, który ma przywdziać
czarne szaty i służyć w Nocnej Straży. Ukazane są również losy
lady Catelyn Stark i jej dzieci -synów: Robba, Brana, Rickona i
córek: Sansy oraz Aryi. Robb został powołany na stanowisko
Namiestnika i pełni rządy w Winterfell jako młody lord. Sansy jest
delikatna, łaknie królewski przepych i marzy, żeby wyjść za mąż
za syna Króla – Joffreya.
Przeciwieństwem jej jest Arya, która
jest wolnym duchem, który kocha przyrodę. Lubi wymachiwać bronią,
a stroni od jedwabi. To jedna strona barykady, po drugiej stronie
stoją przedstawiciele rody Lannisterów. Poznajemy Królową, która
kładzie nacisk, aby jej syn zasiadł na królewskim tronie oraz jej
brata Tyriona, zwanego Krasnalem (na świat przyszedł jako karzeł).
Jednak to nie wszystkie postacie. Gdzieś daleko, poza granicami
Królestwa, przy życiu ostatni potomkowie Smoków – Viserys oraz
jego siostra Daenerys Targaryenowie, których los związał z ludźmi
Khala Drogo, przywódcą Dothraków.
Chyba
o żadnej istotnej postaci nie zapomniałam. Nie ma co ukrywać jest
ich BARDZO dużo jak na taki tom. Jak dla mnie prowadzi to do jednego
wielkiego chaosu. Dość szybko pogubiła się w tym kto kim jest i
jaki cel mu przyświeca. Nie pomogło również obejrzenie kilku
odcinków serialu produkcji HBO. Szacunek mam dla autora pod względem
tworzenia tych postaci, które są bardzo różne. Każda jest
niepowtarzalna. Co zadziwiające fabuła prowadzona jest też w
sposób inny niż pozostałe książki. Od jednego wątku do
drugiego, od bohatera do bohatera i wszystko niby stanowi jedną
spójność. Dlaczego niby? Ciężko mi było przebrnąć przez te
losy. Jak mnie jakiś wątek zainteresował to jakoś szybko się
kończył albo trzeba było czekać na jego dalszą część kolejne
kilkanaście stron… Autor w tej książce zamieścił również
szczegółowe opisy strojów, wygląd poszczególnych pomieszczeń,
dań serwowanych podczas uczt, obyczajów, czy też potyczek
wojskowych na polu bitwy. Z jednej strony super, czytelnik mógł
wyobrazić sobie jak to wszystko wyglądało wczuć się w fabułę.
Mnie jednak to nudziło.
Nie
będę nikogo czarować, męczyłam się jak nigdy, żeby przebrnąć przez tę
książkę. Jedynie pocieszania moich znajomych, że wciągnę się w
ten świat po obejrzeniu kilku odcinków pozwoliły mi zakończyć tę powieść. Fanfar nie było, dlaczegóż? Prosta odpowiedź. Jak dla
mnie za dużo postaci, wątków, w pewnym momencie kompletnie się
zgubiłam i choć przekartkowałam kilka stron wstecz i przypomniałam
sobie wątek, on zaraz się zakończył i był już kolejny.
Na
dzień dzisiejszy jest to moja najgorsza książka jaką do tej pory
w życiu przeczytałam. Jest to też kolejna książka fantasy,
która nie porwała mnie za sobą. W tamtym roku był "Hobbit", nad
którym również ubolewałam. Nie ma co ukrywać z fantastyki
pozostanę wierna tylko Harry'emu Potterowi, który skradł moje
serce od pierwszych storn swoich książek.
Nie
będę was zniechęcać do tej książki. Po dłuższym zastanowieniu
doszłam do wniosku, że ja po prostu nie lubię fantastyki i czas
skończyć z jej czytaniem. Może kiedyś mi się to odmieni? Czas
pokaże...
Tytuł:
Gra o tron
Tytuł
oryginalny: A Game of Thrones
Autor:
George R. R. Martin
Tłumaczenie:
Paweł Kruk
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Rok
wydania: 2011
Liczba
stron: 840

